czwartek, 21 kwietnia 2016

Oscar Brenifier, kto to taki?



 Pan Oscar jest autorem serii DZIECI FILOZOFUJĄ. Jest doktorem filozofii i pedagogiem. Organizuje warsztaty filozoficzne w szkołach oraz centrach kultury we Francji i poza jej granicami.  Jest również autorem tekstów do serii „L’apprenti philosophe” (Adept filozofii) oraz „PhiloZenfant” publikowanej przez wydawnictwo Nathan.

 



„Często słyszę, że to, co robię z dziećmi, jest za trudne, zbyt bezpośrednie, że brak w tym należnego tematowi i rozmówcy szacunku. Niedawno usłyszałem, że jestem niepoważny, bo nie biorę udziału w konferencjach naukowych. Otóż dzieci uważają, że jestem zabawny!
Mamy się śmiać. Głównym celem "Dzieci filozofują" jest obudzić świadomość, sprawić, by ludzie zareagowali, odkryli to, czego dotąd nie zauważali, a co było tuż przed nimi”.






 



Piątka i Zakamarki polecają serię 

Dzieci Filozofują





Żródło opisu:




Dzieci Filozofują

Seria Dzieci Filozofują skonstruowana jest w formie rozmowy dzieci i dorosłych. Wykorzystując naturalną prostotę dziecięcych pytań i odpowiedzi, książki te otwierają drzwi do odwiecznych filozoficznych problemów, takich jak znaczenie życia, etyka, emocje, tożsamość czy świadomość.


Każdy tom zawiera sześć ważnych pytań. Każde pytanie prowadzi do sześciu możliwych odpowiedzi, których mogłoby udzielić dziecko. Z kolei każda odpowiedź prowadzi do kilku nowych pytań, które w jakiś sposób podważają wcześniejszą odpowiedź. A wszystko to w odniesieniu do codziennego życia dziecka.
Charakterystyczne ilustracje oparte na koncepcji żartu rysunkowego pomagają spojrzeć na omawiany problem w sposób humorystyczny, delikatny, poetycki czy nawet nieco wywrotowy – wszak myślenie to świetna zabawa!

Dotychczas ukazało się 5 tomów:

Uczucia, co to takiego?   

Życie, co to takiego?

Dobro i zło, co to takiego?

Ja, co to takiego?

Piękno i sztuka, co to takiego?

 

sobota, 9 kwietnia 2016

Piaskowe medytacje

 

Minęło już prawie dziesięć lat odkąd Piaskowy wilk Åsy Lind został przetłumaczony z języka szwedzkiego, zyskując jednocześnie swoich wiernych fanów wśród polskich dzieci. Nie jest to jednak książka przeznaczona wyłącznie dla młodych czytelników, o czym świadczą  liczne pochlebne recenzje dorosłych blogerów książkowych, oczarowanych historią Karusi. Myślę, że jest to jedna z tych książek, z którymi człowiek dojrzewa i z której może czerpać garściami w każdym momencie swojego życia.




Karusia jest nad wyraz ruchliwym i ciekawym świata dzieckiem, próbującym rozwiązać liczne zagadki otaczającego świata. Pomaga jej w tym Piaskowy wilk, który pewnego dnia wynurza się z piaszczystej plaży, przy której mieszka dziewczynka wraz ze swoimi rodzicami. Dorośli, zajęci codziennymi sprawami, nie zawsze znajdują czas na mierzenie się z nurtującymi pytaniami ich dziecka. Sprzymierzeńcem Karusi staje się "nieziemsko mądry" zwierz, który między liczeniem kropel deszczu a polowaniem na księżycowy blask spędza swój czas na rozmowach z dziewczynką. Spiczastouchy wilk, odkrywa przed uważną słuchaczką prawa, którymi rządzi się niezrozumiały dla niej świat dorosłych. Od wilka Karusia dowiaduje się między innymi, że "przyklejony" do gazety tata padł ofiarą hipnotyzującej mocy liter, a przybywające z dnia na dzień siniaki są w rzeczywistości medalami za odwagę. Dziewczynka kontaktuje się z wilkiem zawsze wtedy, gdy nie może liczyć na uwagę rodziców, czuje się przez nich zlekceważona, bądź ma poczucie niewyczerpania jakiegoś tematu. Wzajemne zrozumienie zwykle uniemożliwia kurczowe trzymanie się swojej perspektywy, o czym często zapominają rodzice Karusi, patrząc na swoje dziecko tylko i wyłącznie oczami dorosłego:

"(...) - Łatwo im mówić! Są dorośli i już zapomnieli! (...) Że jak się rośnie, to w całym ciele wierzga coś i bryka bez opamiętania. Jak popopopopcorn! (...) Ty to wiesz i ja, i każda najmniejsza żabka. Ale dorośli, oni już nie rosną i zapomnieli, jakie to uczucie! (...) Nie usiedzi człowiek mały jak dorosły skamieniały. Rośnie rano, rośnie w nocy, strzela w górę jak z procy. A nogi sobie wierzgają i wierzgać nie przestają!". 

Te różnice w patrzeniu na świat w mig wychwytuje prastary wilk, tłumacząc Karusi niezrozumiałe dla niej zachowania rodziców. Na szczęście dorośli z książki Åsy Lind szybko się uczą i stać ich na to by w porę "pochylić się" nad własnym dzieckiem. W końcu zrozumieją, że mówienie bez zastanowienia "nie", to często przypadkowy zakaz, który może zadać dziecku wiele bólu, jak w przypadku Karusi, rwącej się do pomocy przy domowych obowiązkach. To samo dotyczy marudzenia, o które jest często oskarżana dziewczynka, choć w rzeczywistości powtarzanie tego samego komunikatu wynika zwykle z nieumiejętności słuchania lub braku uwagi rozmówcy. Interesujący jest również fragment, w którym Karusia ma dać popisowy numer w trakcie niezapowiedzianej wizyty gości. Wstyd przed publicznym wystąpieniem to przecież nie tylko przypadłość dziecka - wystarczy odwrócić rolę i poczuć te same emocje, które tak często dorośli wytykają swoimi palcami.

Dużo w tej książce korczakowskich mądrości, o których często zapominamy, dając upust własnym słabościom. Warto o nich pamiętać i praktykować w codziennym życiu, choć jak przypomina Janusz Korczak - rzecz to niezwykle trudna:

"Powiadacie:
- Nuży nas obcowanie z dziećmi. 
Macie słuszność.
Mówicie:
- Bo musimy się zniżać do ich pojęć.
Zniżać, pochylać, naginać, kurczyć.
Mylicie się.
Nie to nas męczy.
Ale - że musimy się wspinać do ich uczuć.
Wspinać, wyciągać, na palcach stawać, sięgać.
Żeby nie urazić".

(Janusz Korczak, Kiedy znów będę mały)

Oby więcej takich książek na polskim rynku wydawniczym. Serdecznie polecamy.

Åsa Lind, Piaskowy wilk, ilust. Kristina Digman, tłum. Agnieszka Stróżyk, wyd. Zakamarki, Poznań 2007. 

piątek, 8 kwietnia 2016

Seria o Albercie Albertsonie

Albert Albertson jest zwyczajnym chłopcem. Tak jak inne dzieci w jego wieku (przedszkolnym i wczesnoszkolnym) ma czasami problem z zasypianiem, boi się potworów, guzdrze się przed pójściem do przedszkola i ma niewidzialnego przyjaciela, który towarzyszy mu w czasie codziennych zajęć i zabaw. 

Książki o Albercie, tłumaczone na kilkadziesiąt języków, rozeszły się dotąd w przeszło ośmiomilionowym nakładzie w Szwecji i poza jej granicami, a na ich kanwie powstały liczne spektakle teatralne i filmy animowane. W Szwecji to już kultowa seria, licząca ponad trzydzieści tytułów. Jej autorka i ilustratorka, Gunilla Bergström, otrzymała za swoją twórczość wiele nagród i wyróżnień, włącznie z wyborem jej książki na książkę roku 1997 przez szwedzkie Jury Dziecięce.


W 2012 roku minęło 40 lat od ukazania się pierwszej historii o Albercie Albertsonie, który w Szwecji nazywa się Alfons Åberg. Jubileusz jest tam hucznie obchodzony, a sprawczyni całego zamieszania, Gunilla Bergström, uhonorowana została przez szwedzki rząd medalem Illis quorum za „nowatorską twórczość literacką i ilustratorską znakomicie ukazującą świat z dziecięcej perspektywy”.


Dzieci rozpoznają w Albercie swoje zachowania i emocje – radość zabawy, ciekawość świata, nieograniczoną fantazję, ale też złość, zazdrość czy strach.
W Polsce dotychczas ukazało się 13 książek z serii.

Źródło: 
 http://www.zakamarki.pl/

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

"Moja mama Gorylica"

Główną zasadą wydawnictwa Zakamarki jest publikowanie książek z wartościową treścią, dopracowanym językiem i dobrą, niesztampową ilustracją. Taka właśnie jest książka Fridy Nilsson, szwedzkiej pisarki młodego pokolenia, która tym razem na warsztat bierze trudny temat adopcji. "Moja mama Gorylica" w ciepły i dość absurdalny sposób opisuje historię Jonny - wychowanki domu dziecka "Czysty Kąt", prowadzonego przez surową i bezlitosną Gerd, której największą ambicją jest utrzymanie przybytku w sterylnych warunkach, okupionych morderczą pracą podopiecznych. Zmuszanie dzieci do fizycznej pracy, nieustanna kontrola i publiczne wytykanie wad i błędów, tylko potęgują marzenia porzuconych dzieci o prawdziwym domu i troskliwych rodzicach:

Za każdym razem, gdy pod dom zajeżdżał samochód, od razu oblepiały go wszystkie dzieci. Przepychały się i torowały sobie drogę łokciami, byle tylko pierwszym dobiec do samochodu, pokazać się gościom i może wreszcie się stąd wynieść. Tak bardzo tęskniliśmy! Tęskniliśmy za prawdziwym domem, prawdziwą mamą, taką z pięknymi włosami spiętymi w kok, roztaczającą wokół siebie zapach perfum. Mamą, która martwiłaby się stłuczonymi kolanami, mówiła "oj, ty moje biedactwo" i od razu przynosiła plaster. I za tatą w wypastowanych butach, który od razu biegłby kupić komiks dla swojego chorego na grypę dziecka. 

Nieustannie "wyświnione łapska" Jonny niespodziewanie stają się furtką do nowego świata, do którego zabiera dziewczynkę Gorylica. Wizerunek nowej opiekunki okazuje się daleki od wymarzonego obrazu przyszłej mamy, który towarzyszył Jonnie w chwilach największego smutku. Profesja, którą zajmuje się właścicielka złomowiska też pozostawia wiele do życzenia, tym bardziej, że sprzedaż rzeczy wyrzucanych na śmietnik odbywa się na nieuczciwych względem klienta zasadach. Wysoka na dwa metry i gruba jak beczka Gorylica okazuje się jednak istotą o wielkim sercu, a jej zapyziałe mieszkanie w starej, opuszczonej fabryce to najprzytulniejszy kąt, w którym Jonna poznaje uroki szczęśliwego życia wedle zasady No panic on Titanic: 

Wieczory robiły się coraz ciemniejsze i zimniejsze, ale w domu było przytulnie i ciepło. Czarna sierść Gorylicy poprzyczepiała się do mojego koca, tego w piernikowe serca. Na stoliku nocnym stał mój obtłuczony mikołaj i było mu tam bardzo dobrze. Szczoteczka do zębów leżała w szufladzie, od dawna nieużywana. Włosy miałam coraz bardziej rozczochrane, a moje dżinsy były z każdym dniem coraz brudniejsze. Tak naprawdę nie wyobrażałam sobie, że można tęsknić za czymś innym. Kto marnowałby czas na wietrzenie pościeli i mycie, kiedy w życiu było tyle ważniejszych spraw? Na przykład jazda na rowerze. Albo czytanie książek. Albo zbijanie majątku na złomowisku. Albo siedzenie u Gorylicy na kolanach w ciemne wieczory pod koniec września, jedzenie kanapek z jajkiem sadzonym i słuchanie, jak deszcz uderza o szyby w suficie, wiatr świszcze w ścianach, a ogień trzaska w piecu. 


 




Powrót do białych ścian, wypucowanych okien i gładko przyczesanych dzieci byłby dla Jonny największym koszmarem. U Gorylicy czuje się bezpiecznie, a dom, w którym mieszka wypełnia miłość, wzajemny szacunek i zrozumienie. Nawet czystość, którą czasami udaje się osiągnąć wspólnymi siłami jest inna niż w domu dziecka, bo niewymuszona pokrzykiwaniem i łajaniem Gerd. Spokojny i niespieszny rytm życia Jonny i jej mamy próbuje zniszczyć Tord Fjordmark - członek rady gminy, który w imię zasady "po trupach do celu" próbuje pozbawić  świeżo upieczoną mamę, zarówno domu, jak i dziecka. Na pewno domyślacie się, że miłośniczka  Olivera Twista tak łatwo nie pozwoli zburzyć wspólnie wypracowanego szczęścia. Jeśli jesteście ciekawi, jak zakończyła się ta piękna, choć kontrowersyjna historia, zapraszamy do lektury!




Frida Nilsson, Moja mama Gorylica, ilust. Lotta Geffenblad, tłum. Agnieszka Stróżyk, wyd. Zakamarki, Poznań 2014. 

piątek, 1 kwietnia 2016

Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci 2016

Jak co roku, w dniu urodzin Hansa Christiana Andersena, które przypadają na 2 kwietnia, obchodzimy Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci. W tym roku opiekę nad wydarzeniem objęła Brazylia, która odpowiada za przygotowanie plakatu oraz napisanie listu do dzieci z całego świata. Autorką listu jest Luciana Sandroni, brazylijska pisarka książek dla dzieci i młodzieży, laureatka wielu prestiżowych nagród, doceniana na całym świecie. Za „Minhas memórias de Lobato” z ilustracjami Laerte Coutinho otrzymała: Jabuti Prize, FNLIJ Award, była też nominowana do Listy Honorowej IBBY, czyli listy najlepszych książek dla dzieci. Podobny sukces odniosła „O Mário que nčo é de Andrade” z ilustracjami Spacca, której przyznano FNLIJ Award. Najbardziej znaną bohaterką pisarki jest dziewczynka o imieniu Ludi. Pierwsze książki z serii jej poświęconej, to znaczy „Ludi vai a praia” oraz „Ludi na TV”, wystawiono w teatrze, a całość, którą uzupełniają tytuły: „Ludi na Revolta da Vacina”, „Ludi na chegada e no bota-fora da Família Real” i „Ludi e os fantasmas da Biblioteca Nacional”, otrzymała najwyższą rekomendację Fundaćčo Nacional do Livro Infantil e Juvenil (FNLIJ zajmujące się m.in. promocją czytelnictwa).

Pewnego razu…
Pewnego razu była sobie… Księżniczka? Nie. Pewnego razu była biblioteka. I była też dziewczynka o imieniu Luisa, która pierwszy raz w życiu przyszła do biblioteki. Dziewczynka ostrożnie stawiała krok za krokiem, ciągnąc za sobą ogromny plecak na kółkach. Rozglądała się zdumiona: wszędzie półki i jeszcze więcej półek pełnych książek. Stoły, krzesła, poduszki, kolorowe rysunki i plakaty na ścianach.
– Przyniosłam swoje zdjęcie – powiedziała nieśmiało bibliotekarzowi.
– Wspaniale, Luiso! Założę ci kartę biblioteczną, a ty w tym czasie wybierz sobie książkę. Możesz wybrać jedną, zabierzesz ją do domu, ok?
– Tylko jedną? – zapytała rozczarowana dziewczynka.
Nagle zadzwonił telefon i bibliotekarz zostawił ją z tym trudnym zadaniem, z wyborem jednej książki z morza książek na półkach. Luisa odłożyła plecak i zaczęła szukać. Szukała i szukała, aż w końcu znalazła swoją ulubioną – „Królewnę Śnieżkę”. To było wydanie w twardych okładkach, z pięknymi ilustracjami. Zarzuciła plecak na ramię i, kiedy już miała wyjść, nagle ktoś poklepał ją po ramieniu. Dziewczynka prawie upadła, zaskoczona, bo to był nikt inny tylko Kot w Butach! W dłoniach (a raczej w łapkach) trzymał książkę.
– Jak się masz? – zapytał grzecznie. – Luiso, czy ty czasem nie wiesz już wszystkiego, co trzeba wiedzieć, o księżniczkach z tych opowieści? Dlaczego nie sięgniesz po moją książkę, po „Kota w butach”? Jest o wiele zabawniejsza!
Luisa była tak zdumiona, że aż głos uwiązł jej w gardle, a oczy prawie wyszły z orbit.
– O co chodzi? Kot zjadł ci język? – zażartował Kot.
– Czy to naprawdę ty? Kot w Butach?!
– To naprawdę ja! Kot w Butach z krwi i kości! Nie wahaj się więc, weź mnie do domu, a dowiesz się wszystkiego o przygodach moich i markiza de Carabas.
Dziewczynka była tak zakłopotana, że tylko pokręciła głową na znak zgody. Kot w Butach w magiczny sposób wrócił do książki, a Luisa skierowała się do wyjścia. Nagle ktoś poklepał ją po ramieniu. To była Ona! „Biała jak śnieg, policzki czerwone jak róże, a włosy czarne jak heban”. Wiecie już, kto to był?
– Królewna Śnieżka?! – wydukała zszokowana Luisa.
– Luiso, zabierz mnie ze sobą. To wydanie – powiedziała, wskazując na książkę – jest wiernym tłumaczeniem baśni braci Grimm.
Gdy dziewczyna zdecydowała się wymienić książkę, pojawił się wyraźnie poirytowany Kot w Butach.
– Śnieżko, Luisa już podjęła decyzję. Wracaj do swoich sześciu krasnoludków!
– Siedmiu krasnoludków, a nie sześciu! A ona nie podjęła jeszcze żadnej decyzji! – wykrzyknęła Śnieżka, cała czerwona ze złości.
Oboje zwrócili się do dziewczynki, czekając na jej odpowiedź.
– Nie wiem, którą książkę wybrać. Chciałabym zabrać wszystkie…
Nagle stało się coś niezwykłego! Z książek zaczęły się wyłaniać postacie: Kopciuszek, Czerwony Kapturek, Śpiąca Królewna i Roszpunka. Same księżniczki i wszystkie prawdziwe.
– Luiso, zabierz mnie ze sobą do domu – prosiły. – Mnie, wybierz mnie!
– Nie jestem wymagająca, potrzebuję tylko łóżka do spania, choć na chwilkę – powiedziała Śpiąca Królewna, ziewając przeciągle.
– Zaledwie na sto lat… Ładna chwilka! – zadrwił Kot.
– Mogę posprzątać twój dom, ale w nocy mam imprezę w zamku… – zaczął nieśmiało Kopciuszek.
– Ach… Książę z bajki! – krzyknęły wszystkie chórem.
– Mam w koszyku ciasto i wino. Chcecie trochę? – zaoferował Czerwony Kapturek.
Potem pojawiło się jeszcze więcej baśniowych bohaterów: Brzydkie Kaczątko, Dziewczynka z Zapałkami, dzielny Ołowiany Żołnierzyk ze swoją Baletnicą.
– Luiso, możemy iść z tobą? Jesteśmy bohaterami Andersena – prosiło Brzydkie Kaczątko (które wcale nie było takie brzydkie).
– Czy w twoim domu jest ciepło? – zapytała cichutko Dziewczynka z Zapałkami.
– Ojej! Jeśli tam jest kominek, to lepiej tu zostać – szepnął Ołowiany Żołnierzyk do Baletnicy.
Nagle wyrósł przed nimi ogromy, kudłaty wilk z ostrymi zębiskami.
– To zły wilk!!!
– Wilku, a czemu ty masz takie wielkie zęby? – zapytał Czerwony Kapturek z przyzwyczajenia.
– Obronię cię! – oznajmił mały (ale odważny) Ołowiany Żołnierzyk.
Wtedy wilk rozdziawił swoją ogromną paszczę i… Zjadł wszystkich?
Nie, on tylko ziewnął ze zmęczenia, a potem powiedział bardzo spokojnie:
– Uspokójcie się! Chciałem wam tylko opowiedzieć o moim pomyśle. Luisa może przecież wybrać „Królewnę Śnieżkę”, a my możemy wskoczyć do jej plecaka. Jest wystarczająco duży, by nas pomieścić.
Wszyscy stwierdzili, że to znakomity pomysł.
– Moglibyśmy, Luiso? – zapytała drżąca z zimna Dziewczynka z Zapałkami.
– Zgoda! – powiedziała Luisa, otwierając plecak.
Baśniowi bohaterowie ustawili się w szeregu.
– Księżniczki mają pierwszeństwo! – zażądał Kopciuszek.
W ostatniej chwili pojawili się również bohaterowie brazylijskich bajek: Saci, Caipora, bardzo rozmowna szmaciana lalka, szalony chłopiec, dziewczynka z żółtą torebką oraz inna – z obrazem swojej wspaniałej babci na ciele, a także mały i apodyktyczny król. Wszyscy się zmieścili. Plecak był cięższy niż kiedykolwiek. Baśniowi bohaterowie byli tacy ciężcy… Luisa wypożyczyła „Królewnę Śnieżkę”, bibliotekarz zapisał to na jej karcie. Było już późno, gdy zadowolona dziewczynka wróciła do domu.
– Już jesteś w domu, kochanie? – zawołała jej mama.
– Jesteśmy w domu!







Autorem plakatu jest Ziraldo, ilustrator, projektant, rysownik i karykaturzysta. W 1969 roku wydał książkę „Flicts”, która jest już klasykiem, a w 1980 roku – „O menino maluquinho”, która szybko stała się hitem – do 2005 roku sprzedano ponad dwa i pół miliona egzemplarzy. Ziraldo był trzykrotnie nominowany do nagrody IBBY – Hans Christian Andersen Award. Urodził się w Caratindze, w 1932 roku. Obecnie mieszka w Rio de Janeiro.









Źródło:  http://www.ibby.pl/?p=2926

piątek, 25 marca 2016

"Zaśnij ze mną" - książeczka do usypiania

Jeżeli cowieczorny rytuał zasypiania stanowi w życiu waszych dzieci i waszym problem, być może właśnie znaleźliście lekarstwo na dolegliwość dziecięcej bezsenności.
Niepozorna książeczka pt. "Zaśnij ze mną" autorstwa Ramadier & Bouregeau, to książeczka, którą trzeba... położyć spać. Zadanie to należy do dziecka, które zanim ulula kartonowego towarzysza, musi najpierw upewnić się, czy jest on już na to gotowy. Czyli kolejno zadać pytanie książeczce o to, czy umyła zęby, zrobiła siusiu, opowiedzieć jej krótką bajkę, a wreszcie ucałować na dobranoc i zgasić światło.
Interaktywna książeczka może stanowić nie tylko mini lekturę przed snem, zabawkę, ale także pozwoli dziecku wcielić się w rolę rodzica usypiającego swoją pociechę. Dziecko musi stanąć przed tymi samymi problemami, co jego rodzic, bo co, jeżeli książeczka postanowi, że tego wieczora nie da się się grzecznie utulić do snu, tylko zacznie dokazywać? A może dzieciom bez problemu uda się uśpić książkową pociechę wskazując tym samym drogę rodzicom, jak skutecznie powinni zabrać się za usypianie swoich maluchów?

Książkę, która ukazała się nakładem wydawnictwa Babaryba szczególnie polecamy najmłodszym czytelnikom ze względu na jej tematykę oraz sposób wydania (grube, kartonowe strony).


via GIPHY